Góry Sowie

Wielka Sowa (1014,8 m n.p.m.)

data zdobycia -07.05.2011

„Jeździsz po świecie, a swojego nie znasz” – gdy moja niemal stuletnia prababcia kolejny raz skwitowała tak moje poczynania, stwierdziłam stanowczo „Dość!”. Faktycznie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy „zaliczyłam” Ural Subpolarny, Alpy i Dolomity, a Polskie góry jakoś omijałam szerokim łukiem. Kochana staruszka weszła mi na ambicję i tak pewnej pięknej majowej soboty powędrowałam szlakami Gór Sowich, jednych z najstarszych gór Polski.

 

5.30 rano – budzik złośliwie wygrywa dziecięcą melodię, że „pora już wstać”, a ja szukam w myślach usprawiedliwienia, żeby dłużej pospać. Jadę sama, więc kombinuję, że może lepiej poczekać, aż kogoś namówię na wycieczkę. W końcu kolega zaoferował się, że może jechać za kilka dni. W dodatku czeka mnie podróż powrotna autostopem. Niebezpieczna sprawa – myślę sobie. Więc może lepiej odpuścić? 6.10 zwlekam się jednak z łóżka. Jeszcze jest czas, żeby zdążyć na autobus. Pakuję mapę, kilka kanapek, wodę, scyzoryk na wypadek gdybym się musiała bronić przed dzikim zwierzem lub bandziorem czyhającym na naiwne autostopowiczki i ruszam w drogę. Z Wrocławia dojeżdżam autobusem do Wałbrzycha, a stamtąd Nyską do Głuszycy Górnej. Dalej już na piechotę. Idę czarnym Szlakiem Martyrologii do Sztolni Podziemnej Fabryki „Osówka”. Warto tu zajrzeć, ale ja tym razem muszę zrezygnować ze zwiedzania. Przede mną jeszcze długa droga. Jeżeli chcę dojść do Srebrnej Góry zostało mi jeszcze osiem godzin marszu. Mijam kolejne tablice informacyjne na Ścieżce ekologicznej dla dzieci. Ktoś sprytnie obmyślił sprawę. Dzieciaki mogą zobaczyć jakie tropy zostawiają zwierzęta zamieszkujące las, jak rozpoznać gatunek drzewa po liściach, dowiedzieć się jak rośnie las i wiele innych ciekawostek. Dochodzę do rozwidlenia dróg i z niepokojem spoglądam na drogowskazy. Wygląda na to, że muszę się wrócić. Potwierdza to turysta, który rześko machając kijkami trekkingowymi, mijając mnie oznajmia, ze właśnie wraca z Wielkiej Sowy, że muszę zawrócić, ale, że jest pięknie, a przede mną niezwykle malownicza trasa przez łąki. Już po chwili stwierdzam, że nie przesadzał. Jest pięknie! Przede mną kraina sielsko-anielska. Dookoła wszystko z soczystej, wiosennej zieleni utkane. Na polach kwitną dzikie śliwy i jabłonie. Idę dziarsko brzozową alejką. To fragment Głównego Szlaku Sudeckiego im. Mieczysława Orłowskiego. Szlak ten został nazwany nazwiskiem geografa i popularyzatora turystyki przez Komisję Turystyki Górskiej ZG PTTK z okazji 100-lecia turystyki. Z lewej strony rozciąga się panorama z Małą Sową, a za nią jest mój cel – jej większa siostra. „Wielka Sowa” nie jest wcale taka wielka. Wyrosła na 1015 m n.p.m. więc z powodzeniem może się z nią zmierzyć każdy, kto posiada zupełnie średnią kondycję. O 12.30 czyli po 2 h 30 min od chwili, kiedy wysiadłam z Nyski w Głuszycy Górnej jestem przy Schronisku „Orzeł”. Do Rzeczki lub Sokolca – miejscowości u podnóża „Wielkiej Sowy” można dotrzeć własnym samochodem i zostawić go na parkingu. Można też przyjechać rowerem. Góry Sowie są wyjątkowo przyjazne dla cyklistów i na szczyt również wiedzie szlak rowerowy. Zresztą to góry idealne również dla amatorów sportów zimowych. W okolicy wyrosły w ostatnim czasie jak grzyby po deszczu liczne wyciągi, a i miłośnicy nart biegowych odnajdą tu raj dla siebie. Po drodze na szczyt można w schronisku „Sowa” zatrzymać się na czeskie knedliczki i czeskie piwko. Po godzinie jestem na szczycie. Stoi tu charakterystyczna wieża z której roztacza się prawdopodobnie najpiękniejsza panorama na Sudety. W pogodne weekendy panuje tu klimat piknikowy. Turyści w różnym wieku, całymi rodzinami grillują w specjalnie przygotowanych do tego celu miejscach. Zapach pieczonych kiełbasek nęci podniebienie, ale mój zegarek mówi mi – biegnij kobieto dalej, bo cię noc w lesie zastanie. Ruszam dalej. Niestety w okolicach najwyższego szczytu tych gór widać zniszczenia jakie zostały poczynione w całym krajobrazie Sudetów przez niekontrolowaną gospodarkę drzewostanem i kwaśne deszcze. Smutne kikuty drzew kontrastują z urokliwym złoto-czerwonym kobiercem krzewinek. Konsekwencją klęski ekologicznej są także znaczne obszary ubogich lasów świerkowych, ale na mojej trasie na szczęście wędruję często przez świetliste buczyny, które wiosną mają wyjątkowy urok. Mimo pięknej pogody poza szczytem „Wielkiej Sowy” i polankami na których kwitnie rodzinne życie ogniskowe, prawie nie ma turystów. Jak ja lubię takie klimaty! Jestem tylko ja, las i jego mieszkańcy. Na spotkanie z sarną nie muszę długo czekać. Najpierw z zarośli niespełna 20 cm nad ziemią wyłania się mały łebek, a zaraz za nim większy. Po chwili jednak zmykają spłoszone obecnością człowieka. Dobrze, że takie obrazki można jeszcze zobaczyć poza zoo. Ale sarny do nie jedyne rogacze jakie możemy spotkać w Górach Sowich. Ciekawostka tego regionu są …muflony. Docieram do Polany Jugowskiej. Widoki nieziemskie, słońce mocno operuje, na polanie pasą się owce, a ja już wiem, że na trochę tutaj zostanę. Czas na mały piknik. Chciałoby się zostać tu dłużej. Znowu nachodzą mnie leniwe myśli – ze może by tak zostać tu dłużej i skrócić trasę. Trawa w zęby, żegnam się ze stadem owiec i w drogę. Przed schroniskiem „Zygmuntówka” droga się rozwidla i na obu jest znaczek czerwonego szlaku. Nie wiem w którą stronę iść. Jedna wiedzie w górę, a druga w dół. Pytam grupkę turystów w którą stronę na Przełęcz Srebrną. To ta droga w górę. W dół jest zejście do schroniska. Ale to jeszcze jakieś 5 godzin marszu – oznajmiają. O rany. A ja to muszę zrobić w 3! I znowu biegnę. Czy ja się na Sowi maraton zapisałam? Przebiegam przez Słoneczne i Dzikie Skały, szczyt Bukowej i Kalenicy, dobiegam do Bielawskiej Polanki. Miły Pan w kapelusiku zaprasza mnie do ogniska. Nie tym razem. Śpieszę się! Wszystkim planującym przebrniecie przez tę trasę polecam mniej zachwycania się nad pięknem przyrody na jej wcześniejszych etapach i wydawania mniej ochów i achów się każdym kwitnącym drzewkiem i mniej fotografowania każdego ślicznego widoczku, a będzie dobrze. O 18.30, czyli prawie zgodnie z planem widzę drogowskaz na Bastion Wysunięty w Srebrnej Górze. Wreszcie mogę napić się wody. Wyciągam butelkę z plecaka. Lewą ręką macham od niechcenia, słysząc warkot nadjeżdżającego auta za plecami. Zatrzymuje się. Kierowcą okazuje się właściciel szkółki paralotniarskiej działającej w okolicy. Bo nad Górami Sowimi nie tylko sowy latają. Tu można rozwinąć swoje i nie tylko te kolorowe skrzydła.

 

Ciekawe miejsca na trasie:

1.Podziemne Miasto „Osówka” - sztolnia podziemnej fabryki wchodząca w skład kompleksu ,,Olbrzym” (,,Riese”). Ten nigdy nieukończony kompleks miał służyć jako główna siedziba Hitlera. Efekty budowy w latach 1943 – 1945 – podziemne korytarze, hale, ogromne betonowe umocnienia oddano do zwiedzania turystom. Sztolnie można zwiedzać pieszo lub po wcześniejszej rezerwacji łodzią, a także zorganizować dla dzieci specjalną edukacyjną trasę „Spotkanie z Sowiogórem”

Więcej informacji: http://www.osowka.pl/

2.Twierdza Srebrnogórska – jeden z najciekawszych obiektów architektury militarnej w Europie. To niemal 700 lat fascynującej historii którą można poznać w trakcie zwiedzania twierdzy. Dla pragnących niecodziennych zdarzeń Forteczny Park Kulturowy przygotował m.in. żywe lekcje historii, gry terenowe dla dzieci i młodzieży oraz gry integracyjne dla dorosłych „dzieci” w trakcie których uczestnicy zostają przyjęci w poczet straży twierdzy i budują jej umocnienia. W trakcie zwiedzania możemy natknąć się na prawdziwych żołnierzy. To stacjonująca tu Grupa Rekonstrukcyjna Infanterie – Regiment von Alvensleben nawiązująca do tradycji pruskiej piechoty.

Oficjalna strona Twierdzy: http://www.forty.pl/